Nie głosuję na PiS i Samoobronę!
25 lipca 2006Będąc zdrowym na ciele oraz będąc w pełni władz umysłowych, zdecydowałem się na poparcie Akcji Obywatelskiej.
Mam dość IV RP, która do złudzenia zaczyna przypominać PRL. Gniew, oburzenie na poczynania koalicji to uczucia, które zaczynają dotykać coraz większej liczby osób. Czas chyba nie tylko do partyzantki iść, ale i do podziemia zejść.
O co chodzi w tym wszystkim? Najlepiej przedstawił to Paweł Wimmer na swoim blogu. Poniżej obszerny fragment tego wpisu:
Głosując na PiS, głosujesz na Samoobronę! Takie hasło trzeba upowszechnić w świadomości ludzi, bo grozi nam dzisiaj przechwycenie władzy samorządowej przez pisiory i kamratów. W swoim niezdrowym przekonaniu, że co dobre dla PiS, to dobre dla Polski, chcą nam zrobić obrzydliwy, niemoralny przekręt wyborczy. W imię jakichś wyższych celów Kaczyńscy ciągną za sobą politycznego trupa, jakim jest LPR, uwiązane do siebie łańcuchem politycznego geszeftu zwłoki, zupełnie jak truchło babci trzymane w tapczanie, byle jeszcze załapać jej emeryturę przez miesiąc lub dwa, póki nie będzie zbyt śmierdzieć. Ciągnie też bez żenady Samoobronę, której jedynym celem jest polityczna kariera jej wodza, a uboczną korzyścią finansowe profity jego giermków. LPR jest w stanie śmierci klinicznej, a mimo to wrzaskliwie przekonuje sama siebie na swoich konwentyklach, że "zwycięży". Ci panowie spod znaku "ręki zamawiającej piwo" i piąchy "ministra" Wiecheckiego (a choćby Giertych pojechał dziesięć razy do Jedwabnego i udzielił dwudziestu wywiadów o swoim podziwie dla Izraela, nie zmieni to wizerunku faszyzującej partii, wychwalającej generała Franco ustami starego Giertycha w Parlamencie Europejskim) jeszcze niedawno bledli z przerażenia, że nagle skończy się branie prawie 30 tysięcy miesięcznie, którymi można się suto pożywić, a przy okazji jeszcze nakarmić krewnych i znajomych zatrudnianych w biurach poselskich. Pokochali parlamentarne apanaże i zaszczyty, i gotowi są teraz na kolanach przypełzać do Kaczyńskich, byle się utrzymać na sejmowych stołkach. Teraz ochoczo będą się "blokować" z PiS-em i Samoobroną, bo to szansa na załapanie dalszych posad, na utrzymanie się przy życiu. Powiedzmy im "no pasaran".
PS.
Autorem grafiki jest Rafał “Rafi” Krawczyk
- Tagi: , Akcja Obywatelska, kampania, polityka,
Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.
Komentarze do wpisu
torero
25 lipca 2006, 19:23
Ziew. Socjaliści pobożni żrą się z eurkomouną, chwilowo pojednaną z socjalistami bezbożnymi. Przejrzyjcie na oczy.
jbg
25 lipca 2006, 23:14
Chciałoby się zapytać, po kilkakrotnym przeczytaniu Twojego komentarza: "W sensie, że kto?"
torero
25 lipca 2006, 23:27
W sensie, że Wy.
W, za przeproszeniem, analizie Wimmera więcej jadu i popisów stylistycznych, niż merytoryki. Cała, pożal się Boże opozycja, gotowa jest zawrzeć nawet najegzotyczniejsze sojusze i dopuścić do głosu nawet marksistów, by wysiudać ze stołków PiS, LPR i Leppera. Wołanie jednym głosem PO i SLD paradoksalnie potwierdza tylko wszelkie tezy o układach i koteriach.
Jakkolwiek PiS uznaję za kolejne wcielenie czerwonego głupca, który w najlepszej wierze sądzi, że bez _prawdziwego_ uwolnienia gospodarki uda mu się wywalić z siodła innego czerwonego, to jednak ataki na nich nie mieszczą się w żadnej cywilizowanej formie. Dwa przykłady: żenujące wypowiedzi Bartoszewskiego i Wałęsy (na litość Boską, W KTÓRYM KRAJU DYPLOMACI TEJ RANGI WYPOWIADAJĄ SIĘ W TEN SPOSÓB O SWOICH RZĄDACH??? - niezależnie od tego, kto jest dzisiaj przy żłobie) i "afera" z pobiciem Szudricha przy jednoczesnym KOMPLETNYM braku komentarzy dot. jego bojkotu Giertycha (w starych dobrych czasach ambasdor ingerujący w sprawy suwerennego państwa wyleciałby na zbity pysk z prędkością światła).
Nie, nie jestem zwolennikiem PiSu, ich dobre pomysły nie równoważą w najmniejszym stopniu ich dziedzictwa socjliazmu. Ale kiedy patrzę, kto i jak ich krytykuje, staję za nimi murem.
Bartini
26 lipca 2006, 00:04
Powiedz mi w czym gorsi od ciebie są socjaldemokraci, czy ogólne (centro)lewica, że przyznajesz sobie prawo do uważania się za "lepszego opozycjonistę"?
torero
26 lipca 2006, 00:15
Nie za lepszego, to jest po prostu śmieszne.
Nie można się nie śmiać widząc, żę o totalitaryzm oskarża PiS spadkobierczyni nieboszczki PZPR (tak właśnie, przejęła członków i kasę, więc proszę mi się nie odcinać), a o nadmierny socjalizm - partia, która liberalną mieni się być tylko z nazwy, bo kolejne rządy "liberałów" stać było tylko na podwyżki podatków i rozrost biurokracji.
Bartini
26 lipca 2006, 00:23
Tego, że PO jest liberalna tylko z tego co próbuje wydukać Tusk, nie trzeba mi tłumaczyć.
Poza tym ciężko moim zdaniem nazywać Syske, Napieralskiego, czy Onyszkiewicza "spadkobiercami PZPR", bo dwaj pierwsi mają trochę za mało lat, żeby mieć coś z PZPR wspólnego, a trzeciego te PZPR wsadziło do pierdla.
(Olejniczaka celowo pominąłem, bo od jakiegoś miesiąca, dwóch, od kiedy go uważniej obserwuję, zaczyna mnie coraz bardziej wkurwiać, i ciężko mi go identyfikować z moimi poglądami.)
jbg
26 lipca 2006, 09:05
@torero
1. W analizie Wimmera jad i popisy stylistyczne służą jedynie do stwierdzenia istniejącego stanu rzeczy, dlatego dziwi mnie zarzut o brak merytoryki.
2. PO odrzuca jakiekolwiek pomysły prowadzące do koalicji z SLD, dlatego nieco bezsensownym jawi mi się Twój zarzut o układach i koteriach. Czyżbyś nie dopuszczał do Siebie myśli, że poczynania koalicji mogą budzić tak powszechny sprzeciw i nie jest to jedynie spiskowa teoria dziejów.
3.Kolejną sprawą, która wprawia mnie w osłupienie, jest Twoja postawa wyrażająca się słowami "Nie, nie jestem zwolennikiem PiSu, ich dobre pomysły nie równoważą w najmniejszym stopniu ich dziedzictwa socjliazmu. Ale kiedy patrzę, kto i jak ich krytykuje, staję za nimi murem". Rozumiem, że przełkniesz każdą choćby największą bzdurę wprowadzaną przez PIS, będziesz do końca bronił ich bezmyślnych poczynań, tylko dlatego, że PIS znalazł się pod krytką PO i SLD. Gratuluję poczucia humoru.
4.I wreszcie na koniec. U podłoża wpisu Wimmera i Akcji Obywatelskiej legły karygodne, zbrodnicze wręcz działania PIS-u zmierzające do zmiany orydynacji wyborczej. Dlatego też nie rozmumiem (w dalszym ciągu) Twoich komentarzy, które całą sprawę próbują sprowadzić do rywalizacji koterii i układów. Przystępując do Akcji Obywatelskiej chcę pokazać, że PIS nie może traktować mnie jako bezmózgiej masy, która przyklaśnie każdemu pomysłowi i przełknie najbradziej haniebne ich działania.
torero
26 lipca 2006, 09:34
http://skocz.pl/budn - artykuł Piaseckiego, o którym żadną miarą nie można powiedzieć, żeby sympatyzował z PiSem.
Pomysły na ordynację mnie niespecjalnie wzruszają. Dzięki OBECNEJ ordynacji (zgadnijcie, przez kogo uchwalonej?) nie mam i tak wpływu na to, kogo wybierze się do Sejmu, nie mam możliwości, żeby tego kogoś rozliczyć, więc to, w jaki sposób zostanie wybrany następny, który nie będzie odpowiadał za nic, niespecjalnie mnie wzrusza. A do demokracji jako ustroju - szczególnie w wykonaniu polskim - zraziłem się dawno i jakoś niespecjalnie będę po niej płakał. Uważam się za ekonomicznego technokratę, twierdzę, że wolnym ludziom do szczęścia niezależność ekonomiczna potrzebna jest dużo bardziej, niż niezależność polityczna. A przykład Chin i Chile pokazuje aż nadto, że wolna gospodarka obywa się doskonale (przynajmniej na początku) bez wolności politycznej.
Wolność słowa w sytuacji, kiedy dużo więcej, niż połowa moich zarobków przepada dla kolesi w podatkach, uważam za listek figowy i dyskusję zastępczą. A w Polsce - zgodnie z "najlepszymi" bogoojczyźnianymi tradycjami chlubnych powstań narodowych - dużo jest dyskusji o imponderabiliach, a o gospodarce nie gada pies z kulawą nogą. Jedne komuchy wkręcają mnie w Unię i robią kwadratowe oczy, bo przed chwilą się dowiedzieli, że podroży mi to mieszkanie, a drugie komuchy zakazują mi brać kredytu walutowego. I oba twierdzą, że to dla mojego dobra.
Poczynań PiSu niespecjalnie bronię, zapraszam na mojego joggera. Ale na myśl o włączeniu się w jakiekolwiek akcje typu "stop Kaczorom" czy inne takie bierze mnie zwyczajne obrzydzenie estetyczne, kiedy widzę, z kim miałbym stanąć w szeregu. Między innymi dlatego, że literalnie KAŻDY rząd od początku IIIRP robi z grubsza to samo - podnosi podatki, zwiększa biurokrację, kradnie i ustawia stołki dla kolesi (ze szczególnym uwzględnieniem dwóch pierwszych czynników, dwa ostatnie są "cechą osobniczo zmienną"). A to, że Wierzejski nie lubi pedziów, czy to, że Kaczyński nie potrafi śpiewać, wzrusza mnie niespecjalnie - za pedziami sam nie przepadam, a brak umiejętności śpiewu Kaczyńskiego jest z dwojga złego i tak skuchą dużo mniejszą, niż przewracanie się poprzedniego prezydenta po pijaku na grobach polskich żołnierzy.
"Powszechny sprzeciw"? Chyba tylko w necie i mediach. Nie twierdzę, że mają 99% poparcia. Ale przejedźcie się na prowincję, której w demokracji odmawiacie prawa głosu, i posłuchajcie ludzi.
jbg
26 lipca 2006, 09:46
"Powszechny sprzeciw" (będę musiał zmienić figurę stylistyczną :] ) - przeczytałem wyniki najnowszego sondażu opublikowanego w "Rzeczpospolitej";
Rozumiem Twoją argumentację, w niektórych momentach nie sposób się z nią nie zgodzić, ja też życzyłbym sobie, by przewodnim tematem rozmów polityków była gospodarka, a raczej jak najmniejszych ich wpływ na nią, jednak o wolności słowa należy mówić, tak jak należy mówić o wszelkich działaniach partii (nie tylko PIS-u), które czynią z naszego kraju kalekie państwo.
torero
26 lipca 2006, 09:53
Sondaże w Polsce walczą o większą trafność przepowiedni z prognozą pogody. Ostatnie sondaże w Polsce OIDP wskazywały w cuglach na zwycięstwo Tuska (z przewagą zdaje się 10%). Nie twierdzę, że są ustawiane (kiedyś o tym napiszę, bo to w żywe oczy kpina ze statystyki), twierdzę po prostu, że nawet dla kogoś, kto nie zna się na statystyce, same wyniki sondaży przed ostatnimi wyborami powinny dać wiele do myślenia.