Pod znakiem grafomanii, czyli jak rok upłynął
Kategorie: Ogólne Poziom: 0
27 kwietnia 2007Pierwotnie wpis ten miał się ukazać 28 kwietnia, czyli dokładnie w pierwszą rocznicę mojego joggerowania. Niestety, albo raczej stety ze względu na wyjazd do Pragi, postanowiłem popełnić go dzisiaj. Czas zatem na małe podsumowanie.
Zaczynając moje pisanie, miałem problemy z rannym wstawaniem, niestety nie minęły one jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a wręcz przeciwnie tylko pogłębiły. To symptomatyczne, że wstręt do IV Rzeczpospolitej będzie mi towarzyszył, przez cały czas moich prób grafomańskich. Dowodem na to były próby zostania "guru trzydziestolatków", kiedy przedstawiałem autorską wizję dziejów najnowszych z trzydziestolatkami w tle. Byłbym i dopiął swojego celu, ale jak zwykle opory wewnętrzne nie dały mi żyć i porzuciłem myśl o zastępach dusz pod moim skromnym przewodnictwem. Haiku jąłem był tylko spłodził, bo to podobno mniejszy wysiłek intelektualny.
Być może i na czas dłuższy zająłbym się, tymże jakże urzekającym, zajęciem dobierania sylab w wersach, ale mniemanie i zadufanie Wielkiego Edukatora sprawiło, że powróciłem do krótkich form prozatorskich (zdobywając w tych formach zaledwie Górę Dylewską, a nie Mount Everest, jakże to śmiało wypisałem sobie w opisie mojego joggera).
Przez czas pewien starałem się prowadzić działalność wywrotową i podkopywałem fundamenty IV RP przez obnażanie zgnilizny moralnej jej budowniczych. Bo prawdę mawiają Ci, którzy mówią, że nie ma okrutniejszej tyranii od tej, która się spełnia w cieniu praw i pod sztandarami sprawiedliwości. Inni zaś, wbrew prawdom oczywistym, próbują wmówić nam, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Dla tych, którzy pojąć tego nie mogli, Leksykon stworzyłem, by tłumaczyli sobie na język zrozumiały otaczającą ich nieznośną rzeczywistość. Podczas tej misji zdarzały się niewielkie okresy dryfowania i napotykania na mielizny intelektualne, ale to chyba wpisane było w ryzyko grafomana.
Tak to mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, a ja pisałem o zasadach przed oczyma i o reformach Prokrusta (co to je można o kant tyłka obić). Nie chwaląc się zbytnio, powiem także, że bajkę dla dorosłych napisałem, która morał zawierała i przesłanie niewielkie, by ten co na betonie sprężonym się zna, podskarbim nie zostawał.
Spoglądając z perspektywy czasu widać, żem w tym swoim pisaniu płodny nie był, alem starał się kierować zasadą "szanuj czas swój i czas bliźniego swego" i jeśli nie miałem nic ciekawego do przekazania, powstrzymałem się od wątpliwej jakości wynurzeń. Kończąc zatem ten przydługi i pewnie dla wielu irytujący wpis, wyrażę życzenie obym i za rok podobną notkę mógł stworzyć.
- Tagi: podsumowanie, rocznica,
Możesz śledzić odpowiedzi poprzez kanał RSS. Możesz dodać komentarz lub zostawić ślad (trackback) ze swojego bloga.
Komentarze do wpisu
RPM
27 kwietnia 2007, 13:57
Może zaglądniesz do Brna? :-)
jbg
27 kwietnia 2007, 14:54
DO Brna to w sierpniu rozważam wyjazd :)