Kiedy czytam książki, lubię słuchać muzyki. Zazwyczaj podczas lektury, odtwarzam jeden i ten sam album. Taki tok postępowania sprawia, że w mojej głowie następuje trwałe połączenie miedzy konkretną książką, a konkretnym albumem z muzyką. I ilekroć sięgam po przeczytaną już książkę, rozbrzmiewają mi w uszach piosenki, których słuchałem podczas jej czytania. Ilekroć słyszę piosenkę, kojarzę ją z czytaną książką.
Piszę o tym, bo właśnie po dziesięciu niemal latach wpadła mi ponownie w ręce płyta zespołu Life Of AgonyRiver Runs Red. Kiedy ostatni raz słuchałem tego albumu, byłem w trakcie czytania książki Briana Lumley'a Nekroskop.
Zadziwiające jest to, że jej treść pojawiła się przed moimi oczyma, jakbym czytał ją zaledwie przed tygodniem, a nie lat temu dziesięć.
Postanowiłem odnaleźć w sieci utwór, który pojawia się w reklamie Skody. Po krótkotrwałych poszukiwaniach okazało się, że kawałek trzydziestosekundowy napisano specjalnie tylko dla tej reklamy, zaś zespół nazywa się Quietschboyz z wokalistą Malte Hagemeisterem.
Szkoda! Miałem nadzieję, że odsłucham go w całości, a tak pozostaje jedynie króciutki fragment.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze usłyszę ten kawałek. Dopadły mnie wspomnienia. Dopadły i puścić nie chcą, aż odebrało mi zdolność formułowania w miarę zrozumiałych zdań. Dlatego nie napiszę nic więcej, tylko posłucham go sobie kolejny raz.
Album LFG jest w całości albumem instrumentalnym (jak napisali sami członkowie zespołu, materiał zarejestrowano w wersji instrumentalnej po licznych trudnościach z wokalistami i klawiszowcami), który zakwalifikować można jako progresywny rock lub/i metal.
Brak wokalisty nie jest - w przypadku albumu Duma i upadek - żadnym mankamentem, każdy z utworów na płycie jest przemyślaną, zamkniętą całością, którą słucha się z zainteresowaniem, a częste zmiany rytmu i fantastyczne uzupełnianie gitar i perkusji nie powodują uczucia zniecierpliwienia, przy długich kompozycjach, których na płycie jest przeważająca większość .
Jogger ten wykorzystując "Licencia poetica PL" jest zbiorem luźno powiązanych przemyśleń dotyczących polityki, wpisów osobistych oraz quasi technicznych.
Najwyraźniej mam sentyment do szablonów tworzonych przez Design Disease, skoro przeportowałem ich kolejny, noszący wdzięczną nazwę Compositio. Co więcej, to on będzie przyoblekał teraz mojego joga, a poprzedni po niezbędnych poprawkach zostanie udostępniony.